Internetowe Las Vegas – kontroluj ryzyko

by Marcus Spiske

by Marcus Spiske

Internet wiele o nas wie – wie, czego poszukujemy w sieci, co kupujemy, gdzie jadamy, jakimi trasami się poruszamy, zna naszą rodzinę i jej upodobania, a także siatkę naszych kontaktów. Godzimy się na utratę części prywatności, by czerpać z coraz szerszej oferty ułatwiających lub umilających życie aplikacji. Kontrolę nad własną prywatnością i danymi tracimy też przez własną niefrasobliwość, nieuwagę lub ignorancję. Czy jednak uprawnia to podmioty, które dostarczają niezbędnych technologii, do coraz śmielszego przekraczania granic prywatnej sfery naszego życia? Czy przekonanie, że jako internauci podlegamy coraz głębszej, systemowej niemalże inwigilacji, wynika tylko z przewrażliwienia?

Z jednej strony, teoretycznie mamy zagwarantowane prawa człowieka, konstytucję i demokrację, a z drugiej strony służby specjalne o trzyliterowych skrótach i dziennikarzy śledczych. W ostatnich latach rozwój technologii mobilnych oraz internetu uczynił możliwym inwigilowanie naszego życia zawodowego i prywatnego w zastraszającym stopniu, wyraźnie przekraczającym przyzwolenie społeczne. Niektórych tych działań jesteśmy świadomi, ale duża ich część odbywa się w ukryciu. Rewelacje Edwarda Snowdena, niezależnie od tego, co i dlaczego uczynił, dostarczyły twardych dowodów na powszechne wręcz zaangażowanie czołowych dostawców amerykańskich technologii informatycznych w ułatwianie inwigilacji naszych danych przechowywanych w wersji elektronicznej.

Dla większości z nas, jeśli chodzi o zakres danych, jakie sieć o nas już ma, jest raczej za późno. „To co zdarzyło się w sieci, zostaje w sieci.” Ta parafraza powiedzenia o Las Vegas jest tym bardziej przewrotna, że jej znaczenie jest całkowitym przeciwieństwem oryginału. Podczas gdy szaleństwa w Vegas mają być z założenia owiane tajemnicą, szaleństwa w internecie pozostawiają trwałe ślady, do których dostać się może każdy, kto ma odpowiednie umiejętności. Możemy tylko dbać o to, aby jak najmniej nowych danych o nas przedostawało się do internetu, aby korzystać z bezpiecznych haseł, wybierać zaufanych dostawców usług i aplikacji, itp. Być mądrym po szkodzie.

Inaczej sprawy się mają, kiedy w grę wchodzą nie tylko informacje o naszych upodobaniach, które mogą zostać skomercjalizowane wbrew naszej woli, ale gdy dotyczy to informacji biznesowych – naszych i naszych klientów, których ujawnienie może pociągać za sobą trudne do przewidzenia konsekwencje. Zachowanie równowagi między niezbędną dla sprawnego działania informatyzacją w biznesie a zachowaniem bezpieczeństwa danych i tajemnic, jest sporym wyzwaniem.

To właśnie powszechne poczucie braku intymności w życiu prywatnym, jak i braku poufności w życiu zawodowym leżały u podstaw pomysłu, z którego narodziło się SAFREUM. Potrzebowaliśmy systemu, który już w założeniu będzie budowany z myślą o bezkompromisowym bezpieczeństwie użytkowników, w którym operator systemu nie będzie mógł odszyfrować danych klienta ani dla swoich potrzeb, ani na zewnętrzne polecenie.